Niedawno opublikowałem krótkie opowiadanie powstałe z mojego pióra (jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś przeczytaj je!: http://www.sunline-studio.com/blog/?p=349). Spodobało mi się, więc dopisałem 5 krótkich dodatków. Zapraszam do ich przeczytania poniżej. W planach mam jeszcze dwa dodatki, gdy je napiszę z pewnością je opublikuję.
ONCE EXTRA 1
PÓŹNIEJ
-Czcccooo jejsasj tuttjaej roobbeieęęę? – powiedział Deedosław po czym szybko wlał do swych ust kolejną porcję piwska
-Ttyytyy to się zawawwssze e uchlassasaszz jaak kjakiś menelee! – skomentował Webzir
-Wczaale nie! – odpowiedział Deedosław po czym zaliczył zgon.
POTEM
Było jasno! A nie przypominał sobie aby opłacił licencję na ogień. Było to podejrzane. Wszędzie paliło się światło. Zauważył znajomą sylwetkę. Zbliżyła się, była parę centymetrów od niego, jednak dalej jej nie rozpoznawał.
-Cholerny kac! – wrzasnął Webzir po czym zaciągnął się w swojej wodnej fajce. Postać chwilę przyglądała się fajce, po czym krzycząc mniej więcej coś takiego:
-HAIHOJAAAHH!!! – walnęła Webba z półobrotu.
-Czak Noris!? – wypowiedział ostatnim tchem Webzir, po czym zemdlał.
W TYM SAMYM CZASIE
Z gospody wyszedł towarzysz Webzira. Zauważył mhr0czną trawkę na której rosły niemroczne szyszki. Swoją drogą paradoks: jak na mrocznej trawce może rosnąć niemroczna szyszka? No ale cóż, to nie ja wymyślałem
No więc wyszedł spojrzał i oprócz wspomnianych szyszek i trawek ujżał znajome postacie.
-CO TU SIĘ DO JASNEJ CHOLERY DZIEJE, hyp, NIE MOŻNA WAS NA MOMENT ZOSTAWIĆ, hyp, ŻEBY WYJŚĆ DO TOALETY, hyp. – krzyczał przerywając sobie hypnięciami towarzysz.
A oto co się działo: na mrocznej trawce leżał zalany Deedosław, obok niego Webzir, którego kopała Ritta skacząca na jednej nodze. Webzir krzyczał:
-CZAK NIE BIJ MNIE OGLĄDAŁEM WSZYSTKIE TWOJE FILMY! – a „Czak” ripostował:
-WCALE NIE JESTEM GŁUPIA! – nie przestając kopać. Zabawa rozkręciła się na całego. Towarzysz, wydający się jedynym normalnym w swojej grupie zaczął skakać i sikać na wszystkich krzycząc:
-Robię mrooczny deeszczykk! – „bawili” się tak przez jakieś 10 minut, niestety na niebieskich kogutach przyjechał pan w mundurze z napisem „policja”.
-Co tu się dzieje!? – krzyknął Pan Władza
-No nie widzi pan władzo, tańczymy sobie w rytm mrocznego deszczyku – odpowiedział towarzysz nie przerywając niczego.
-Aha, dobra, to ja jadę bo gdzieś podobno palą biblię, to se pójdę popatrzę! – i odjechał. Zabawie nie było by końca gdyby nie to, że towarzysz opróżnił już cały pęcherz, a na nowe zapełniacze nie było go już stać.
-No i to by było na tyle. – Webzir pomyślił chwilę – Zapraszam do nas, pomalujemy coś w paincie!
I zabawie nie było końca,
bo ktoś jeszcze zainstalował wormsy.
Amen.
KONIEC
ONCE EXTRA 2
-No i tu jeszcze białą plamę! – i walnęła upaćkaną ręką w swoje dzieło – No! Kapitan Pazur jak malowany! I to przeze mnie! – uśmiechnęła się. Poszła umyć ręce. A teraz korzystając z chwili przerwy, jako, że jestem narratorem wszystko wiedzącym (a co się będę oszczędzał), wiem nawet, że teraz to czytasz! Ha, nie spodziewałbyś się. No, ewentualnie nie spodziewałabyś się, tego akurat za cholerę nigdy nie mogę zgadnąć. Ykhm, no więc. Właśnie zauważyłem, że nie mam nic do dodania, więc zobaczmy jak istota, której imię zaraz poznacie myje ręce!
„SZZSZSZZSZSZZ” – robiła woda, chociaż nikt jej o to nie prosił
-Arrgh, cicho bądź wodo! – w tym momencie za plecami usłyszała wybuch. Odwróciła się i zobaczyła wielkiego ryboluda, który zmaterializował się na jej właśnie skończonym dziele mówiąc:
-Bul bul, jestem Wodo! Wzywałaś mnie?
-Nie, mówiłam, żebyś się zamknął – i wymierzyła mu kopa z półobrotu, po czym znikł.
Ritta (tak, kurna, wydało się) spojrzała na zegarek po czym wrzasnęła:
-MATKO BOSKA JUŻ DZIEWIĄTA SPÓŹNIĘ SIĘ NA ANGIELSKI! – po czym złapała swój plecak i zaczęła zasuwać do szkoły. Padał deszcz, przez co zgasły wszystkie pochodnie i posiadacze licencji na ogień nie byli zadowoleni. Minęła karczmę „Pod Złamaną Pałą” przebiegła koło domu towarzyskiego „Złoty Chuj” i wbiegła do swej szkoły im. Dobrego Piwska. Wzięła zręczny zakręt w korytarz, niestety jej trampki okazały się zbyt śliskie i upadła wślizgując się do pokoju nauczycielskiego. Na szczęście zastała tam tylko nauczyciela informatyki oglądającego pornole, więc się nim nie przejęła i wyszła. Udało jej się dotrzeć do klasy i się nie wywrócić. Przywitał ją przemiły uśmieszek prowadzącego zajęcia.
-Ooo, Karolinosława, znów spóźnienie, jak miło! Masz pracę domową? – Ritta właśnie zauważyła, że zgubiła swój plecak – Oj, to nie dobrze – wyczuł drogi pan Psikus po wyrazie twarzy. – no cóż, dzisiaj skończy się to tylko jedynką! MUIAHCAHCAHCAHCAHCAHCAHCAHCAHCACHCH. – po czym Ritta ripostowała:
-EAT YOU FUCKING SHIT, znaczy wychodzę. – i sobie poszła.
Mając ze sobą jedno piwo, które trzymała za pazuchą (w sumie to nie wiem gdzie to jest ale fajnie brzmi) wyruszyła w świat w poszukiwaniu przygód. Spojrzała w prawo i zauważyła trawkę, na której rosły mroczne szyszki. Ech, już nie będę tego tłumaczył.
No więc szła sobie ulicą w stronę Strzyżowa, bo właśnie zauważyła, że przydało by się ją podciąć, a tam podobno najlepsi Fryzjerzy Strzyżą! No i szła, szła szła. Zauważyła w końcu TIRa! TIR! OBJAWIENIE BOSKIE! Wyciągnęła zza kołnierza (no co?) książkę „Znaczenie Tirów We Wszechświecie” i zobaczyła wpis: „Jadący Tir”. Cytuję: „Jadący Tir Jest Wielkim Darem od Boga, nie możesz go zignorować!”. Ritta więc rzuciła się w pogoń za nim. Biegli/jechali sobie tak przez pół godziny, po czym Ritta zauważyła, że jest zmęczona, ale właśnie Tir się zatrzymał. Kierowca popatrzył na Rittę i powiedział:
-Ej mała, podwieźć cię? Nie za darmo oczywiście, jeżeli, hoho, wiesz co mam na myśli.
-Spadaj zboczeńcu! – Ritta walnęła go ze swojego sławnego już półobrotu, po czym związała i zakneblowała. Rzuciła na tył kabiny i sama sobie jechała.
I tak sobie jechała gdy zauważyła zbliżający się koniec benzyny. Orzekła, że Tir nie będzie już więcej przydatny, i rzuciła do TIRowca:
-Polecam się na przyszłość!
Po czym wypadła na jakiegoś chłopaka, i tak jakoś im się zakleiło.
KONIEC
ONCE EXTRA 3
-Tymczasem w domu Webzira i jego towarzysza-
-Ej no, oszukujesz! – krzyknął Deedi gdy jego ostatni robak został skopany przez betonowego osła Webzira
-Wcale nie!
-Właśnie, że tak! – po czym kopnął komputer tak, że się wyłączył.
-Ej no, coś schrzaniłeś – powiedział towarzysz, po czym zerknął na nielegalny generator prądu (podziękowania dla Ritty, która nauczyła się mnożyć) i dodał – z generatorem wszystko w porządku.
-Ja się tym zajmę, w końcu jestem informatykiem! – z triumfem oznajmił Webzir. Podszedł pod komputer, pooglądał go z kilku stron po czym nacisnął na „Power”. Nie zadziałało. – no cóż, tutaj już nic nie da się zrobić.
-MAM POMYSŁ! – powiedziała Ritta i wszystkie oczyska (w sumie 6 sztuk) skierowały się w jej stronę. – znaczy… chyba mam. Chodźmy po Zaxa!
-Jakiego Zaxa? – wtrącił towarzysz
-No nie wiesz, Zax Wodecki wybitny informatyk piszący programy na skrzypcach! – odpowiedział Deedi
-Spoko, no to chodźmy – po tej wypowiedzi towarzysza wszyscy wyszli na dwór. Było ciemno jak cholera, bo licencja na ogień, którą wykupił Webzir ze swym towarzyszem skończyła się tydzień temu. Doszli do wielkiej, szaroburej chatki, która z daleka wyglądała jak zamek. Nie wiem jakim cudem – pewnie Zax to sobie wyskrzypcował w C+Skrzypce. Ritta doszła pierwsza i zastukała wielką kołatką, podobizną Billa Gatesa. Wszyscy usłyszeli głos logowania do Windowsa po czym drzwi otworzyły się. W środku było całkowicie ciemno.
-Może wyczerpał mu się generator – powiedział Deedi – dziwniejsze jest to, że nie słychać jego skrzypiec. – szli kawałek aż udało im się wychwycić małe światełko w tunelu – za mną, widzę światło!
Biegli, biegli, biegli ile sił w nogach
(skąd ja to znam?)
Biegli, biegli, biegli aż w końcu dobiegli. Uchylone drzwi, z stamtąd dochodziło światło. Pierwszy wpadł Deedi. Gdy ogarnił sytuację szybko rzucił się na ratunek:
-NIE RÓB TEGO!
-Hę? – szybka riposta Zaxa, ale za późno, Deedi rzucił się już do ratowania. Odepchnął go szybko od klawiatury i od kompa, tak, że przeleciał cały po pokoju i walnął o ścianę.
-Ha, uratowałem Cię! – powiedział dumny Deedi, a Ritta zaczęła mu bić brawo. Webzir podszedł bliżej ekranu i przeczytał:
if object Zax = TRUE {
object_destroy(‘Zax’);
}
else
{
echo (‘idź spać’);
}
-O kurde, to kod na samobójstwo! – rzekł Webzir po czym duma Deediego jeszcze bardziej wzrosła, a Rittę zaczęły boleć ręce od klaskania. Towarzysz Webzira bliżej przyglądnął się temu kodowi.
-Tu jest błąd – pokazał Zaxow. Zax podszedł bliżej, przeczytał go ponownie i odrzekł:
-Wcale nie!
-Wcale tak! – szybka riposta
-Właśnie, że nie! Udowodnię Ci to! – po czym nacisnął Enter i znikł.
Drużyna (cała w żałobie) wróciła do domu Webzira i jego towarzysza z komputerem Zaxa i zabawie w Wormsy nie było końca.
KONIEC
ONCE EXTRA 4
Siedział przed swoim komputerem. Niemalże bezwiednie stukał w klawisze. Była noc. Jego nielegalny generator prądu ledwie zipał. Włączył helpedię w swoim helpfoxie. Przeczytał: „Dlaczego Windows mi nie działa!?”. W pole „odpowiedź” wklepał: „Działa Ci, przecież z niego piszesz”. Poczekał chwilę i zobaczył: „Dzięki Ci wielkie!”.
Odetchnął. Kolejna osoba oswobodzona ze swojego problemu! Na ścianie narysował pionową kreskę. Obrzucił wzrokiem cały pokój. Był cały czarny od podobnych kresek. Uśmiechnął się z dumą. Stał tak przez jakiś czas. Usłyszał dzwonek do drzwi – dźwięk logowania Visty. Szybko usiadł na krześle i złapał myszkę. Włączył „Mój dom” a następnie drugim przyciskiem kliknął na „Drzwi główne” i wybrał „otwórz”. Podszedł do drzwi, jednak nikogo nie zauważył. Rozglądnął się po dworze jak i domu, gdy nagle usłyszał głoś:
-Ej, Teo phil, tutaj jestem! – Teo phil – bo tak nazywa się ten zacny człowiek, o którym chrzanię od początku – szybko się odwrócił i nikogo nie zobaczył:
-Gdzie jesteś duchu?
-Po pierwsze nie jestem duchem – odpowiedział nieduch – tylko Zaxem, który sam się usunął – powiedział głos głosem Zaxa.
-Co Ci się stało dobry człowieku? Czy też dobry głosie?
-Otóż korzystałem z helpedi – zupełnie jak ty! – tu Teo phil się z dumą uśmiechnął – jakieś emo poprosiło o kod na samobójstwo, więc zacząłem pisać. Gdy skończyłem chciałem sprawdzić czy działa (żeby emo się nie zawiodło) no i się usunąłem.
-Ciężka sprawa – zamyślił się – poczekaj, spróbuję coś napisać – Zax pewnie się ucieszył, no ale nie mogę dam sobie za to urwać głowy bo byłbym już drugim trupem w tym opowiadaniu (pomijamy zalanych w trupa) a to przecież czytają dzieci!
Nagle wszystkie rozpalone pochodnie zgasły.
-No kurna! W takim momencie musiała mi się skończyć licencja na ogień!? – Zax stał cały osupiały z wytrzeszczonymi gałkami oczami! Pojawił się!
-Ty… Ty… Ty PRZEKLĄŁEŚ!? – Zax nie mógł uwierzyć
-No kurna, tak mi się jakoś wypsnęło, będę musiał iść do spowiedzi
-:O
-…
-No dobra, THX4YU – po tych słowach Zax zza pazuchy wyciągnął C+Skrzypce i zaprogramował teleport i zniknął.
Na ścianie pojawiła się kolejna czarna kreska.
KONIEC
ONCE EXTRA 5
-Muszę jechać – powiedział Deedi melancholijnym tonem
-Znowu? – Ritta bez trudu powstrzymała płacz bo twarda z niej babka!
-Nom – nie będę opowiadał co wydarzyło się po tych słowach bo mi nie wypada. No dobra, mogę powiedzieć, że licencja na ogień nie była przydatna.
*
Ritta wraz z płaczącą siostrą Zaxa („Ritta kup mi loda! Buuu…”) i całą rodziną (rodzice, dziadkowie, wnuko… dobra, nieco się zagalopowałem) machały Deediemu, który miał wystawioną przez okno swoją najbardziej reprezentatywną część ciała… Głowę, świntuchy! A Deedi płakał w rytm ballady Kata. Gdy pociąg ruszył wiatr zaczął ruszać włosami wszystkich, a gdy odleciały te dziadka Ritty on zaczął kląć na to, że dzisiejsze wiatry wieją bardziej niż te za jego czasów. Cała rodzina Karolinosław udała się w żałobie do domu. Po drodze ojciec Ritty zapytał:
-To już sobie nie poruchasz?
-No… – Ritta odpowiedziała równie melancholijnym tonem jak Deedi na początku tego opowiadania
-No, wreszcie zaoszczędzimy trochę na kondomach – odparł z zadowoleniem
- >.> – twarz Ritty mówi wszystko.
KONIEC